pary bliźniaczek.

Zaskoczony Jack prawie stracił równowagę.
Mógł czekać na nie przed domem, dzwoniąc z komórki. Może teraz
Kelly chodziła teraz za kociakiem na czworakach. Dobrze
Jakby akurat w takich miejscach zwykł jadać!
– Tak, oczywiście.
przyciągnął. Potrafił odróżnić jej śmiech w gwarze innych głosów.
-A ty, co przez to zyskujesz?
John odwrócił się w stronę tlenionej blondynki, która powitała go
- Przepraszamy, że kłamaliśmy, Lindo. Nie chcieliśmy
Przecież dwóch z nich nie żyje, a Powers ściga jej córkę! Mamy go dostarczyć
– Dobrze, ale pamiętaj, że to nie znaczy, aby ten Powers pracował
– Zaśmiał się okrutnie. – Zacznij chrząkać jak zwierzę! Stań się
Ktoś musi dzisiaj czuwać. Nie tylko dzisiaj. Do chwili, gdy John
Gdy odwiedzam Sama, niestety nie może mi poświęcić zbyt wiele
kara za nie udzielenie urlopu

114

Williama Jacobsona w czasie jego kampanii. Osoby pracujące w punkcie
stałe z jedną dziewczyną, gdy jednak ich romans przekroczył pewien
– Że jest waszą znajomą z Nowego Orleanu. I że pojechałaś z małą
Polecane obozy żeglarskie na Mazurach

- Jest cała góra prania...

– Strzał. Wygląda na zabójstwo. – Mówił szybko i zwięźle, fachowo. Wydaję się im taki
dochodzenie.
- Josh? Serce mu zabiło, ale ciało nawet nie drgnęło. Głos był stłumiony. Specjalnie? A może to tylko wyobraźnia podpowiada mu najgorsze? Znów spróbował przekręcić głowę. I znów się nie udało. - Josh? Słyszysz mnie? - Ktoś go wołał. Miękko. Kusząco. I złowieszczo. Może ktoś przyszedł mu na ratunek? Nie, nie ma się co łudzić. Gdyby ktoś chciał mu pomóc, działałby dużo energiczniej. Więc jeśli naprawdę ktoś tu jest - i nie jest to wytwór jego wyobraźni - to z pewnością ma złe zamiary. Boże, pomocy! Na nadgarstku poczuł chłodne palce. Wstrząsnął nim dreszcz. Ktoś masował mu przedramię. Sprawdzał puls? Kto to jest u licha? Czy ja wyglądam na trupa? Nie mógł ruszyć głową. Gdyby chociaż kątem oka zdołał zobaczyć, kto przy nim stoi. Lekarz? O, tak, Boże. Nagle poraził go mocny strumień światła skierowany prosto w oczy, jakby ktoś chciał sprawdzić reakcję źrenic. Rozpaczliwie próbował coś zobaczyć, mimo rażącego światła wwiercającego się w mózg. Miał nadzieję, że uda mu się cokolwiek dostrzec. Niestety, nic z tego. Zobaczył jedynie rozmazany zarys palców w gumowych lekarskich rękawiczkach i smugę dymu z papierosa. Na miłość boską, przestań mnie straszyć i zabierz do szpitala! Latarka zgasła i zapanowała ciemność. Przed oczami zostały mu świetlne kręgi. Pusta szklanka potoczyła się po biurku i spadła miękko na dywan. Widocznie ją potrącił bezwładną ręką. Czyjeś chłodne palce wciąż masowały mu nadgarstek, ale ledwie czuł ich dotyk, z trudem usiłując zachować przytomność. Żyję, idiotko, nie widzisz? Zabierz mnie do szpitala. Chciał krzyknąć, ale słowa uwięzły mu w krtani. Słyszał tykanie zegara w holu, szept wiatru dochodzący zza oszklonych drzwi - pamiętał, że zostawił otwarte - i bicie własnego serca. O dziwo, nie łomotało ze strachu jak oszalałe. Biło ciężko, leniwie. Może to jednak sen? Cała ta sytuacja wydawała się surrealistyczna. Trochę jak film puszczany w zwolnionym tempie. Teraz palce w rękawiczkach podciągały rękaw jego koszuli. Materiał przesuwał się powoli, odsłaniając przedramię. Co u diabła? Spojrzał w bok, ale dostrzegł tylko ruszające się cienie, ciemną postać i błysk... metalu? O Boże! Ostrza cienkie jak żyletki. Dwa ostrza. Nożyczki. Chirurgiczne? Ale... Strach wzburzył mu krew. Z całych sił spróbował poruszyć ręką. Stopami. Jakąkolwiek cholerną częścią ciała. Ale nie mógł. Mógł tylko leżeć tak z głową na biurku, czekając, co przyniesie mu los. Los zjawił się pod postacią cienia z nożyczkami. To jakieś szaleństwo. Po co te nożyczki? Na pewno nie wróżą nic dobrego. Usłyszał metaliczne szczęknięcie i zobaczył guzik odpadający od mankietu. Ze strachu omal nie zabrudził spodni. Rękaw podciągnięto jeszcze wyżej, odsłaniając całe ramię. Błysk ostrza i... Ciach!
mały podatnik VAT 2020

W progu stała Malinda. Panna Doskonalska wróciła.

Chciała mu powiedzieć, że się wygłupia, ale ugryzła się w język i poszukała
głową, otarł pot z czoła. – Zabiło ich, dosłownie.
Niczego nie znajdziesz.
najśmieszniejsza komedia